fotograf ślubny sesja nad morzem

Sesja ślubna nad morzem | Iwona i Jacek

Jeżeli marzy się Wam sesja ślubna nad morzem ale mieszkacie daleko pomysł ten wydaje się być poza Waszym zasięgiem, zajrzyjcie do dalszej części tego wpisu. Chcielibyśmy przekonać Was, że warto rozważyć wybór na miejsce sesji plenerowej lokalizacji nieco bardziej odległej i, że da się ją zrealizować sprawnie oraz, co najważniejsze, efekty Waszego wysiłku zostaną nagrodzone pięknymi fotografiami.

Sesja ślubna nad morzem - od czego zacząć?

Najlepiej od początku, czyli od konkretnego miejsca. Na pewno macie swoje ulubione, do którego lubicie wracać, takie z którym wiążą się wspólne wspomnienia letnich romantycznych wieczorów i długich spacerów po plaży. Właśnie takie miejsca, z którymi wiążą się miłe wspomnienia, niezależnie czy nad morzem czy gdziekolwiek indziej, to według nas najlepsze lokalizacje na sesję, bo już sama obecność w nich wyzwala wzruszenia i emocje, a to na nie właśnie jako fotografowie polujemy!

Wracając jednak nad morze. Do organizacji w tym miejscu zamierzamy Was zachęcić przykładem Iwony i Jacka, których sesja odbyła się dość klasycznie bo w Trójmieście. Ich ślub miał miejsce pod Warszawą w Złotopolskiej Dolinie, ale, podążając tropem romantycznych wspomnień, to właśnie na deskach mola w Orłowie i w uliczkach Gdańskiego Starego Miasta odbywali oni swoje pierwsze wspólne spacery, a ich znajomość nabierała rumieńców. Nic więc dziwnego, że nie wyobrażali sobie innego miejsca na sesję ślubną jak właśnie Trójmiasto.

Z Warszawy do Gdańska

Jeżeli ktoś nie wie, to informujemy, że podróż samochodem autostradą do Gdańska zajmuje jedynie 3,5 godziny. Oczywiście jest to trasa trochę na około i za część autostrady trzeba zapłacić, a więc wycieczka tą drogą generuje pewien dodatkowy koszt, jednak borąc pod uwgę cel, jaki Wam przyświeca oraz to, że w najbliższym czasie nie przewidujecie powtórki, wydaje się nam, że warto. Aternatywą dla podróży samochodem jest oczywiście pociąg. Pendolino dowiezie Was do celu jeszcze szybciej bo w ok. 3 godziny. Z naszej perspektywy jednak samochód wydaje się lepszym rozwiązaniem - zapewnie większą mobilność na miejscu, ale także umożliwia w miarę komfortowe przebranie się w kreacje ślubne tuż przed sesją.

Jak długo?

Przywołując znowu sesję Iwony i Jacka, jej scenariusz zakładał zdjęcia na plaży Gdynia Orłowo w godzinach popołudniowych, ciąg dalszy o zachodzie słońca na plaży na Wyspie Sobieszewskiej oraz poranna sesja na Starym Mieście w Gdańsku. Konieczny był zatem jeden nocleg na miejscu. Celowo nie podajemy tu konretnych godzin w jakich odbywały się poszczególne etapy sesji ponieważ w zależności od pory roku będą się one różnić i to znacznie.

Sceneria pierwsza - Gdynia Orłowo

Planując sesję ślubną w kilku lokalizacjach należy pamiętać o jednym - nie da się być o optymalnej porze dnia wszędzie. A jaka jest optymalna pora do fotografowania przy molo w Gdyni Orłowo? Najlepszy wydaje się być świt, kiedy możemy obserwować słońce wyłaniające się z morza. Poza tym to jedyny moment kiedy możemy liczyć na pustą, pozbawioną przechodniów plażę. My jednak poranek zarezerwowaliśmy dla Gdańska, dlatego tu rozpoczęliśmy naszą sesję wczesnym popołudniem tak, aby o zachodzie słońca być już w zupełnie innej części Trójmiejskiego wybrzeża.

 

 

Sceneria druga - Wyspa Sobieszewska

Administracyjnie Wyspa znajduje się w granicach Gdańska, w praktyce położona jest niecałe pół godziny jazdy samochodem od Starego Miasta w kierunku "na Olsztyn", czyli drogą nr 7. Pamiętając nasze wcześniejsze wycieczki na plaże na wyspie oraz przeglądając zdjęcia, które znaleźliśmy w internecie trochę obawialiśmy się tego miejsca. Płaskie zejście na plażę z wydmami oddzielonymi płotem i w oddali, ale jednak wciąż w zasięgu wzroku, wielkomiejska panorama. Trochę nuda. Z drugiej jednak strony poszukiwaliśmy plaży, która byłaby jak najmniej zatłoczona ludźmi, a w okolicy Gdańska jedynia plaża w Sobieszewie mogła nam to zapewnić. Naszym celem były zdjęcia na plaży o zachodzie słońca, wszysko więc zależało od warunków pogodowych, a te przerosły nasze oczekiwania. Gdy weszliśmy na plażę późnym popołudniem słońce mocno świeciło na bezchmurnym niebie, a morze było spokojne niczym jezioro. Wiedzieliśmy już, że będzie dobrze.

Sceneria trzecia - Gdańsk Stare Miasto

Na deser pozostawiliśmy sobie Gdańską Starówkę. Podobnie jak podczas sesji na plaży zależało nam na uniknięciu tłumów. O ile jednak w przypadku plaży trzeba było w tym celu oddalić się nieco od centrum, to w przypadku starówki jedynym wyjściem było rozpocząć sesję wcześnie rano. Jako, że zarówno my jak i nasza Młoda Para nie lubimy wczesnych pobudek, wspólnie uzgodniliśmy, że wcześnie rano w weekend oznacza dla nas godzinę ósmą. Taka pora wystarczyła by w miarę swobodnie przespacerować się głównymi uliczkami i wykonać jeszcze trochę zdjęć na zakończenie naszej trójmiejskiej przgody.

Jak widać poświęcając 24 godziny możliwe jest zapewnienie sobie pamiątki na całe życie w postaci zdjęć ślubnych w miejscu ciut bardzej egzotycznym niż otoczenie, w którym przebywamy na codzień. I jakkolwiek zawsze będziemy twierdzić, że świetną sesję ślubną można zrealizować w parku albo w lesie nieopodal waszego domu, bo to nie miejsce stanowi o jej powodzeniu, to czasem gdy z takim miejscem wiążą się szczególne dla Was wspomnienia, może ono być doskonałym dopełnieniem takiej sesji a nawet czymś więcej. Fotografia bowiem to między innymi chwytanie chwil i emocji. Gdy wracacie w miejsce dla Was szczególne emocje, jakie w nim przeżyliście powrócą, my zaś uwiecznimy je dla Was.

Jeżeli spodobał się Wam nadmorski klimat tej sesji koniecznie obejrzyjcie zdjęcia z sesji narzeczeńskiej wykonane w trochę innej części naszego wybrzeża, a gdybyście również chcieli mieć takie zdjęcia koniecznie skontaktujcie się z nami!


sesja narzeczeńska z koniem nad morzem

Sesja nad morzem | Ania i Wojtek

Czy zastanawialiście się jak mogłaby wyglądać Wasza wymarzona romantyczna sesja nad morzem? Kiedy my zadawaliśmy sobie to pytanie, oczami wyobaźni widzieliśmy pustą plażę, wzburzone morskie fale, długie włosy targane wiatrem i zachód słońca. A do tego coś jeszcze. Konie. Bo chyba nie ma nic bardziej romantycznego niż para zakochanych galopująca brzegiem morza. Kto by pomyślał, że tę idealną wizję sesji narzeczeńskiej będziemy mieli możliwość zrealizować w rzeczywistości!

Bałtyk…

to morze chłodne i nieprzewidywalne. Był nawet taki wakacyjny przebój, który brzmiał mniej więcej tak: “Bałtyk jest chłodnym morzem i dlatego miłość nad morzem udać się nie może […]”. Cytat ten można też odnieść do samego morza, niełatwo bowiem wytrwać w miłości do niego. Jedziesz na urlop w środku wakacji – przywita Cię deszczem i temperaturą ok. 20 stopni. I tak przez cały pobyt do ostatniego dnia. W dniu wyjazdu wychodzi słońce i wszyscy ruszają na plażę. Poza Tobą, rzecz jasna, bo Ty w poniedziałek musisz już być w pracy. “Cóż” – myślisz sobie – “źle wybrałam termin, przecież pod koniec lipca zawsze pada”.

Dlatego następnego roku, wyposażona już w doświadczenie, postanawiasz Bałtyk przechytrzyć i wakacje planujesz na połowę sierpnia. Jednak w tym roku pora deszczowa przesunęła się właśnie na ten termin, tak więc znowu plażę przychodzi Ci podziwiać znad cholernie drogiej smażonej ryby z frytkami zamówionej w knajpie z widokiem na morze. Nic więc dziwnego, że w kolejne wakacje wybierasz np. Chorwację, tym bardziej, że jeśli dobrze policzyć i porównać, to cena wychodzi podobna.

Tak, miłość do naszego morza jest miłością tyleż trudną, co prawdziwą. Prawdziwą, bo jest to miłość “mimo wszystko”. Na szczęście wciąż są tacy, którzy darzą Bałtyk uczuciem (przykładowo pisząca te słowa :) ). Jeździmy tam rodzinnie od lat, zwykle na samym początku września. Dlaczego taki termin? Z różnych względów – także dlatego, że puste plaże są najpiękniejsze i najbardziej romantyczne. Raz na wiele lat trafiła nam się pogoda jak z katalogu z wycieczkami – upał, ciepłe morze, lekka bryza i to we wrześniu! Bajka po prostu!

Omnia vincit amor

Będąc nad naszym morzem w minione wakacje mieliśmy okazję przekonać się, że wspomniany cytat z piosenki nie musi zawsze się sprawdzić. Przeciwnie, okazało się, że są ludzie skłonni dla miłości porzucić Kraków i przeprowadzić się setki kilometrów by zamieszkać nad tym targanym przez większą część roku zimnymi wiatrami wybrzeżem. Tak właśnie było z Anią, która dla ukochanego Wojtka zostawiła wszystko by osiąść wspólnie z nim w Ustce. Omnia vincit amor, jak pisał Wirgiliusz.

Teraz Ania i Wojtek prowadzą pod Ustką właśnie ośrodek jeździecki Anka. Gdybyście więc odwiedzili tamte rejony i lubili konie, gorąco polecamy do nich zajrzeć. Przeżyć, jakich dostarcza jazda konno brzegiem morza, nie da się do niczego przyrównać!

Sesja nad morzem

Prawie zwątpiliśmy w szansę jej powodzenia. Okazało się, że do dyspozycji mamy tylko dwa dni, z czego pierwszy przepadł ze względu na, a jakże, fatalną pogodę. Z pewną rezygnacją więc oczekiwaliśmy na kolejny dzień, w którym Ania i Wojtek byli dostępni (my byliśmy na wakacjach, oni jako miejscowi, mieli liczne codzienne obowiązki). Na szczęście tym razem zmienna nadbałtycka aura podziałała na naszą korzyść – wiatr rozgonił chmury i na plażę powróciło słońce.

Być może na zdjęciach tego nie widać, bo fale nie wydają się przesadnie duże, ale wiało tak mocno, że trudno było przekrzyczeć zgiełk morza, przez co dość trudno było się nam i naszym modelom porozumieć, stąd zdjęcia z udziałem koni były mocno improwizowane. Dopiero druga część naszej sesji, już bez koni, miała nieco spokojniejszy przebieg, bo na wieczór, tuż przed zachodem słońca, wiatr ustał. Jednak we wrześniu słońce zachodzi błyskawicznie, więc fotografować musieliśmy szybko.

Na szczęście wszystko się udało. Słońce świeciło nam do ostatniego promienia zanim utonęło w morzu. Do domu wróciliśmy nieco zziębnięci, ale i usatysfakcjonowani. Ostateczny efekt możecie obejrzeć poniżej… przed Wami narzeczeńska sesja nad morzem!


wesele w hotelu baśniowa

Wesele w Hotelu Baśniowa | Klaudia i Paweł

Tym razem chcieliśmy Was zabrać na wesele w hotelu Baśniowa w Wyszkowie, którego głównymi bohaterami byli Klaudia i Paweł. Mieliście już okazję ich poznać oglądając na naszym blogu ich zdjęcia z sesji narzeczeńskiej w Kampinosie.

ŚLUB W WYSZKOWIE

Już podczas sesji narzeczeńskiej wiedzieliśmy, że ich ślub będzie wyjątkowy. Skąd? Fotograf ma ten przywilej, że może przyjrzeć się zakochanym szczególnie wnikliwie. Już podczas tamtej sesji było coś takiego między nimi, sposób, w jaki na siebie patrzyli, gesty, które świadczyły o łączącej ich szczególnej relacji. “Coś”, chciałoby się rzec nieuchwytnego, ale przecież od tego jest fotograf by to “coś” dostrzegł i uchwycił. Uwielbiamy podczas dnia ślubu na to “coś” zapolować.

Tym jednak, co nas zupełnie urzekło to to, że Klaudii i Pawłowi udało się zachować zdrowy dystans do całego ceremoniału ślubnego. Dzięki temu impreza przebiegała w nieskrępowanej i radosnej atmosferze. Lubimy takie podejście Par Młodych do ślubów, gwarantuje ono bowiem, że utarte i nieco złowrogie w swojej wymowie powiedzonko, że “ślub nie jest dla Młodych, lecz dla gości” nie ziści się.

WESELE W HOTELU BAŚNIOWA

Jako, że rzecz działa się jesienią, wrzosy jako motyw przewodni wesela sprawdziły się doskonale. Nietuzinkowa była też sukienka Klaudii z długim, malowniczo ciągnącym się za nią i trudnym do poskromienia na wietrze welonem. Do tego wisienka na torcie, czyli piękny turkusowy Oldsmobile Delta 88, którym Młodzi pojechali do ślubu.

Wesele, a wcześniej przygotowania, odbyły się w “Baśniowej” w Wyszkowie znajdującej się w urokliwej dzielnicy Wyszkowa, Rybienku Leśnym, w otoczeniu sosnowych lasów i rzeki Bug. Elegancki lokal z antresolą nad częścią taneczną, z której można fotografować pierwszy taniec i bawiących się gości.

Ten, kto był uczestnikiem wesela prowadzonego przez Wodzireja Piotra z pewnością zapamiętał je jako jedną z najlepszych imprez, na jakich miał okazję być! Program wieczoru wypełniony był atrakcjami dla każdego, więc każdy z gości, od najmłodszego do najstarszego, mógł poczuć się dopieszczony. Nie zabrakło też tego, co ważne dla fotografa, czyli efektownego pierwszego tańca z eksplozją konfetti w finale i zimnych ogni.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć!


sesja ślubna jesienią

Sesja ślubna jesienią w Arkadii pod Łowiczem | Marta i Łukasz

“Jesień jest drugą wiosną, gdzie każdy liść staje się kwiatem.”

–  A. Camus

Jesień to także doskonały czas na sesję ślubną! Jeżeli rozważacie właśnie tę porę roku na swoją sesję, to chętnie podamy Wam kilka argumentów przemawiających za taką decyzją:

  1. Zdjęcia wykonane jesienią charakteryzują się ciepłą dominantą złotych, żółtych, a nawet czerwonych tonów, co daje niepowtarzalny i spektakularny efekt, właściwie nie do osiągnięcia o żadnej innej porze roku.
  2. Ogromnym atutem jesiennych sesji ślubnych jest łagodne światło modelowane przez nisko świecące słońce. Tak zwane złote godziny, czyli momenty tuż przed zachodem słońca, zaczynają się o wiele wcześniej. Skutkiem tego jest niesamowity efekt podświetlenia ciepłym światłem sylwetek fotografowanych osób, co możecie zaobserwować na zdjęciach poniżej.
  3. Sesja ślubna jesienią to niższe niż latem temperatury, a więc dużo bardziej komfortowe warunki robienia zdjęć i przede wszystkim pozowania. Zwłaszcza dla Panów przyodzianych przecież w garnitury.
  4. Dla niecierpliwych – sesja jesienią trwa zwykle krócej. Słońce zachodzi dużo szybciej niż latem, nie ma więc czasu na marudzenie, bo zanim się człowiek obejrzy jest już po zachodzie słońca i można wracać do domu.

Jesień właśnie wybrali na swoją wymarzoną sesję ślubną Marta i Łukasz. Spotkaliśmy się w parku Arkadia pod Łowiczem – w miejscu, nie bez przyczyny, chętnie wybieranym przez Młode Pary. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista – to po prostu bardzo fotogeniczne miejsce, w którym sesje udają się znakomicie o każdej porze roku. Na względnie niedużym obszarze mamy dość różnorodne plenery zdjęciowe. Niby jest to park, ale nie uporządkowany na wzór angielski, a utrzymany w estetyce ogrodu romantycznego. Jest tam porośnięty wysoką trzciną staw, jak również antyczne budowle, np. świątynia Diany. Trafimy tam także na akwedukt oraz Domek Gotycki ,,mieszkanie rycerza”. Wszystko to tworzy nieco bajkową, romantyczną i zarazem tajemniczą atmosferę.

Dla tych, którzy rozważają sesję w Arkadii mamy też istotną informację – niestety od tego roku (2019 r.) na terenie parku obowiązuje dodatkowa opłata za sesje ślubne. Szczegóły znajdziecie tutaj.


fotograf ślubny sesja ślubna w żelazowej woli

Sesja ślubna w Żelazowej Woli | Klaudia i Paweł

Sesja ślubna w Żelazowej Woli

Norwid w Promethidionie pisał o Chopinie i jego twórczości jako “melancholii romantyczno-mglistej”. Jadąc na sesję ślubną w Żelazowej Woli Kaludii i Marcina zastanawialiśmy jak bardzo ta chopinowska nokturnowa melancholia jest obecna w miejscu jego narodzin i czy odciśnie w jakiś sposób swoje piętno na zdjęciach. Czy fotografując powinniśmy jej szukać, czy przeciwnie – unikać.

Być może to po prostu kwestia pory roku. Gdybyśmy trafili tu jesienią, która wszak często sprzyja lekko nostalgicznym nastrojom, łatwiej byłoby popaść w smętne tony, latem jednak park w Żelazowej Woli to prawdziwa eksplozja żywych kolorów i życia jako takiego. Zachwyca różnorodnością i bujnością roślinności, więc o żadnej melancholii nie mogło być mowy. Co nie znaczy, że nie było romantycznie – w końcu byliśmy w miejscu urodzenia artysty będącego jednym z najwybitniejszych kompozytorów romantyzmu.


fotograf warszawa wesele w złotopolskiej dolinie

Wesele w Złotopolskiej Dolinie | Iwona i Jacek

Tym razem chcieliśmy Was zaprosić na ślub Iwony i Jacka oraz ich wesele w Złotopolskiej Dolinie. Dwór Złotopolska Dolina to urokliwa rezydencja porzucona gdzieś pośród mazowieckich pól. Konkretnie zaś dworek położony jest około 30 minut od granic Warszawy i 6 km od lotniska w Modlinie, otulony Lasem Złotopolskim, w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki Strugi, pośród śpiewu ptaków i szumu zbóż. Miejsce, w którym można zapomnieć o zgiełku pobliskiego miasta. Wymarzona lokalizacja na wesele i zarazem niezwykle fotogeniczna z punktu widzenia fotografa.

Dla nas był to powrót do tego miejsca – fotografowaliśmy tam jeden z naszych pierwszych ślubów, który bardzo ciepło wspominamy do tej pory.

Mimo, że był to ciepły czerwcowy dzień, nad dworkiem od rana krążyły ciemne, deszczowe chmury. Burza wisiała w powietrzu i czym bliżej ceremonii, tym częściej wszyscy nerwowo wyglądali przez okno. Na szczęście ceremonia była zaplanowana na terenie dworku w specjalnie skonstruowanym namiocie. To, co mogło się nie udać gdyby ulewa się rozpętała, to zaplanowane na zewnątrz zdjęcie grupowe i życzenia. Burza jednak postraszyła tylko, zagrzmiała, pobłyskała z oddali i poszła sobie dalej.

Nic więc nie mogło już popsuć humorów Młodej Pary oraz ich gości. Wszystko udało się perfekcyjnie, włącznie z efektownym, pięknie wykonanym pierwszym tańcem. Aranżacją tańca oraz przygotowaniem Młodej Pary do jego wykonania zajęli się ich przyjaciele, a nasi klienci ślubni – Gosia i Piotr! Kolejne miłe wspomnienie i przesympatyczne spotkanie tego dnia!

Zdjęcia wykonaliśmy z nieocenioną pomocą Asi Burdyńskiej, która jest autorką niektórych z poniżej przestawionych ujęć. Zapraszamy do obejrzenia relacji, a jeśli jesteście ciekawi sesji ślubnej Iwony i Jacka w Trójmieście, to zajrzyjcie tutaj!


wesele w dworku na wodoktach

Wesele w Dworku na Wodoktach | Agnieszka i Juan

Powiedzieć dzisiaj, że świat się skurczył i jest mały, to wygłosić truizm. W czasach, kiedy lot samolotem przez ocean trwa kilkanaście godzin, a jak twierdzą niektórzy, każdego z nas dzieli tylko sześć kontaktów od dowolnej osoby na świecie, nie ma co do tego wątpliwości. A jednak, kiedy dziewczyna z Polski i chłopak z Urugwaju postanawiają ogłosić, że resztę życia spędzą wspólnie, to jest w tym coś szczególnie romantycznego.

Dzień ślubu Agnieszki i Juana Manuela od samego początku kipiał wprost emocjami, i właśnie jak w kotle, na wierzch wypływała co rusz inna. I tak, radość z okazji spotkania w rodzinnym gronie ustępowała łzom wzruszenia podczas błogosławieństwa.

Ceremonia w kościele była także prawdziwą huśtawką emocjonalną. Łzy Pana Młodego, gdy ujrzał swoją przyszłą żonę w wejściu do kościoła, to jeden z najbardziej wzruszających momentów, jakie mieliśmy okazję fotografować.

Następnie czytanie Pisma Świętego przez brata Panny Młodej, a po kazaniu w języku polskim i hiszpańskim moment najważniejszy – przysięga, podczas której łzy i uśmiechy stanowiły już jedność. Wszystko to odbywało się przy entuzjastycznych i żywiołowych reakcjach licznie zgromadzonych gości.

Po ceremonii przyszedł czas na wesele w Dworku na Wodoktach, położonym w kameralnym i malowniczym zakątku pod Otwockiem, pomiędzy Wisłą a Jeziorem Rokola.

Emocje na sali balowej wcale nie ostygły, choć tu dominowała już niczym nieskrępowana radość i energia bawiących się gości. Całe wesele toczyło się niespiesznie w niezwykle rodzinnej, ciepłej i otwartej atmosferze, aż do wybuchowego finału, który stanowił taniec z maskami w stylu karnwałowych kotylionów, bardzo popularny w Urugwaju.

Wątków urugwajskich było z resztą tego dnia więcej. Agnieszka zrezygnowała z tradycyjnego bukietu Panny Młodej zastępując go bransoletką z kwiatów, aby podczas ceremonii ślubnej trzymać w ręku podarowany przez rodzinę Juana Manuela różaniec, stanowiący cenną wielopokoleniową pamiątkę.

Nieczęsto zdarza się nam fotografować śluby o tak intensywnej emocjonalnie, pełnej miłości atmosferze, która chłonęła wszystkich, którzy znaleźli się w jej otoczeniu. Także fotografów. Tym bardziej cieszymy się, że mogliśmy być drobną cząstką tego wyjątkowego dnia, który będziemy jeszcze długo wspominali.

Na koniec pozostaje nam jeszcze raz podziękować  Agnieszce i Juanmie, że zgodzili się, abyśmy podzielili się ich historią także z Wami.

Jeśli spodobała się Wam historia ślubu Agnieszki i Juana Manuela tak jak my ją widzieliśmy, zapytajcie nas o wolny termin.


wesele w villi foksal

Wesele w Villi Foksal | Sylwia i Jakub

Nie ukrywamy, że najlepiej czujemy się w otoczeniu dzikiej przyrody. Dlatego zawsze z przyjemnością porzucamy zgiełk Warszawy, by zgubić się w gdzieś w ostępach Puszczy Kampinoskiej i posłuchać śpiewu ptaków. Są jednak sytuacje, w których zdarza się nam wytknąć nos z krzaków, porzucić podmiejską sielankę i udać się na przykład do samego serca Warszawy.

CHAOS PRZYGOTOWAŃ

Tym razem skłonił nas do tego ślub Sylwii i Kuby. Centrum wielkiego miasta zwykle oznacza pośpiech i chaos, tak też było i tym razem. Najpierw nawigacja zaprowadziła nas pod niewłaściwy adres, potem nerwowe poszukiwania miejsca parkingowego na starówce, a na koniec ponowne problemy z zaparkowaniem samochodu gdzieś przy Nowym Świecie... Odetchnęliśmy dopiero pod Villą Foksal, gdy zaczęliśmy fotografować zgromadzonych przed nią gości oczekujących na przyjazd Młodej Pary.

WESELE W VILLI FOKSAL

Wesele Sylwii i Kuby było ujmujące, bo pomimo wystawności miejsca, w jakim się odbywało zachowało jednocześnie kameralny i rodzinny charakter. Nie zabrakło więc ani dzikich tańców, ani emocjonalnych przemów. Elegancja i ciepła atmosfera. Szaleństwo i łzy wzruszenia.  Po prostu świetna impreza w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół. W takich okolicznościach pracuje się nam szczególnie przyjemnie.

Z szacunku dla prywatności Młodej Pary, jak i dla Waszego czasu wybraliśmy na potrzeby tego wpisu jedynie kilkadziesiąt zdjęć z nadzieją, że zatrzymają Was tutaj na dłuższą chwilę.