Czy zastanawialiście się jak mogłaby wyglądać Wasza wymarzona romantyczna sesja nad morzem? Kiedy my zadawaliśmy sobie to pytanie, oczami wyobaźni widzieliśmy pustą plażę, wzburzone morskie fale, długie włosy targane wiatrem i zachód słońca. A do tego coś jeszcze. Konie. Bo chyba nie ma nic bardziej romantycznego niż para zakochanych galopująca brzegiem morza. Kto by pomyślał, że tę idealną wizję sesji narzeczeńskiej będziemy mieli możliwość zrealizować w rzeczywistości!

Bałtyk…

to morze chłodne i nieprzewidywalne. Był nawet taki wakacyjny przebój, który brzmiał mniej więcej tak: “Bałtyk jest chłodnym morzem i dlatego miłość nad morzem udać się nie może […]”. Cytat ten można też odnieść do samego morza, niełatwo bowiem wytrwać w miłości do niego. Jedziesz na urlop w środku wakacji – przywita Cię deszczem i temperaturą ok. 20 stopni. I tak przez cały pobyt do ostatniego dnia. W dniu wyjazdu wychodzi słońce i wszyscy ruszają na plażę. Poza Tobą, rzecz jasna, bo Ty w poniedziałek musisz już być w pracy. “Cóż” – myślisz sobie – “źle wybrałam termin, przecież pod koniec lipca zawsze pada”.

Dlatego następnego roku, wyposażona już w doświadczenie, postanawiasz Bałtyk przechytrzyć i wakacje planujesz na połowę sierpnia. Jednak w tym roku pora deszczowa przesunęła się właśnie na ten termin, tak więc znowu plażę przychodzi Ci podziwiać znad cholernie drogiej smażonej ryby z frytkami zamówionej w knajpie z widokiem na morze. Nic więc dziwnego, że w kolejne wakacje wybierasz np. Chorwację, tym bardziej, że jeśli dobrze policzyć i porównać, to cena wychodzi podobna.

Tak, miłość do naszego morza jest miłością tyleż trudną, co prawdziwą. Prawdziwą, bo jest to miłość “mimo wszystko”. Na szczęście wciąż są tacy, którzy darzą Bałtyk uczuciem (przykładowo pisząca te słowa 🙂 ). Jeździmy tam rodzinnie od lat, zwykle na samym początku września. Dlaczego taki termin? Z różnych względów – także dlatego, że puste plaże są najpiękniejsze i najbardziej romantyczne. Raz na wiele lat trafiła nam się pogoda jak z katalogu z wycieczkami – upał, ciepłe morze, lekka bryza i to we wrześniu! Bajka po prostu!

Omnia vincit amor

Będąc nad naszym morzem w minione wakacje mieliśmy okazję przekonać się, że wspomniany cytat z piosenki nie musi zawsze się sprawdzić. Przeciwnie, okazało się, że są ludzie skłonni dla miłości porzucić Kraków i przeprowadzić się setki kilometrów by zamieszkać nad tym targanym przez większą część roku zimnymi wiatrami wybrzeżem. Tak właśnie było z Anią, która dla ukochanego Wojtka zostawiła wszystko by osiąść wspólnie z nim w Ustce. Omnia vincit amor, jak pisał Wirgiliusz.

Teraz Ania i Wojtek prowadzą pod Ustką właśnie ośrodek jeździecki Anka. Gdybyście więc odwiedzili tamte rejony i lubili konie, gorąco polecamy do nich zajrzeć. Przeżyć, jakich dostarcza jazda konno brzegiem morza, nie da się do niczego przyrównać!

Sesja nad morzem

Prawie zwątpiliśmy w szansę jej powodzenia. Okazało się, że do dyspozycji mamy tylko dwa dni, z czego pierwszy przepadł ze względu na, a jakże, fatalną pogodę. Z pewną rezygnacją więc oczekiwaliśmy na kolejny dzień, w którym Ania i Wojtek byli dostępni (my byliśmy na wakacjach, oni jako miejscowi, mieli liczne codzienne obowiązki). Na szczęście tym razem zmienna nadbałtycka aura podziałała na naszą korzyść – wiatr rozgonił chmury i na plażę powróciło słońce.

Być może na zdjęciach tego nie widać, bo fale nie wydają się przesadnie duże, ale wiało tak mocno, że trudno było przekrzyczeć zgiełk morza, przez co dość trudno było się nam i naszym modelom porozumieć, stąd zdjęcia z udziałem koni były mocno improwizowane. Dopiero druga część naszej sesji, już bez koni, miała nieco spokojniejszy przebieg, bo na wieczór, tuż przed zachodem słońca, wiatr ustał. Jednak we wrześniu słońce zachodzi błyskawicznie, więc fotografować musieliśmy szybko.

Na szczęście wszystko się udało. Słońce świeciło nam do ostatniego promienia zanim utonęło w morzu. Do domu wróciliśmy nieco zziębnięci, ale i usatysfakcjonowani. Ostateczny efekt możecie obejrzeć poniżej… przed Wami narzeczeńska sesja nad morzem!